Jak być codziennie radosnym

Napisany przez dnia Sie 18, 2014 w blog

Jak być codziennie radosnym

Wszyscy bez wyjątku wiedzą, że radość jest dobrem, o które należy zabiegać. Dosyć popularne jest przekonanie, że ludzie dzielą się na optymistów i pesymistów. Że tym pierwszym żyje się lepiej, bo z założenia widzą świat w jaśniejszych i radośniejszych kolorach. A tym drugim żyje się gorzej, bo nie są tak zabawni, ale za to są ostrożniejsi, bardziej przewidujący, a nawet lepiej planujący. Oczywiście lepiej w przeciwieństwie do optymistów, którzy życie biorą bardziej na żywioł, mniej planują, a i tak im wychodzi. Mało tego, żyją dłużej, nie siwieją od zmartwień i są powszechnie lubiani. Cały powyższy akapit pełen jest przekonań, z których na co dzień nie zdajemy sobie sprawy, a które kierują naszym zachowaniem i naszymi wyborami. A gdyby tak zawiesić dla potrzeb dyskusji moc powyższych przekonań i zrobić inne założenie: RADOŚĆ JEST WYBOREM. Jeszcze raz, zatrzymaj się nad tym zdaniem: RADOŚĆ JEST WYBOREM. Co to znaczy teraz dla mnie? Skoro radość jest wyborem, to nie ma znaczenia, czy jestem optymistą, czy pesymistą. Mogę dzisiaj postanowić, że każdego dnia wybieram radość, każdego dnia rano wybieram bycie radosnym dzisiaj. Teraz trzeba zdecydować, opisać co dla mnie oznacza bycie radosnym. Jak ta radość ma się przejawiać w moim zachowaniu, jak ją mają widzieć inni. Np. dla mnie bycie radosnym to cieszenie się z tego, że żyję, że świeci słońce, że pada deszcz, że dzieci są zdrowe i poszły dzisiaj do przedszkola. To uśmiech na mojej twarzy i radosne witanie się z napotkanymi ludźmi. Nie bez kozery Facebook pełen jest haseł: „uśmiechnij się, a świat uśmiechnie się do Ciebie” itd. Trzeba wybrać nastawienie. Świat jest piękny sam w sobie, wszystko zależy od tego, na co patrzymy i jak to postrzegamy. Możemy spojrzeć na piękne kwiaty i się uśmiechnąć, albo wyszukać wzrokiem plamy na dywanie i wkurzyć się na cały dzień. Nastawienie tez jest wyborem. Wiecie, że amerykańscy uczeni robili badania nad wpływem ułożenia mięśni twarzy na poziom serotoniny i endorfin w mózgu człowieka? Otóż dawano ludziom patyczki do ust tak skonstruowane, aby „wymuszały” ułożenie mięśni, jak do uśmiechu. Wyniki są zaskakujące. Nawet sztuczne położenie mięśni imitujące uśmiech na twarzy powoduje wzrost serotoniny i endorfin w mózgu ludzi. Co to oznacza? Że jeśli uśmiechniemy się parę razy do innych osób, to automatycznie wzrośnie poziom hormonów szczęścia w mózgu. Kolejne uśmiechy będą już łatwiejsze. Tym bardziej, że ludzie zaczną odwzajemniać nasze uśmiechy. Radość jest jak kamyczek puszczony z góry. Spadając, zabierze ze sobą kolejne kamyczki. Na dole zrobi się z nich lawina. Każdy Twój dzień może wyglądać jak lawina radości. Wybór należy do...

Czytaj więcej »

Prawo do siebie

Napisany przez dnia Sie 12, 2014 w blog

Prawo do siebie

Żyjemy w zaawansowanym technologicznie społeczeństwie. Chcemy, jak najwięcej osiągnąć, zdobyć, zobaczyć. Niewielu jednak pamięta o czymś tak podstawowym, jak sens. Na jednej z sesji coachingowych Klient otrzymał zadanie, aby wyobrazić sobie, że lekarz mówi mu, iż zostało mu jeszcze 3 miesiące życia. Pytanie brzmiało oczywiście: jak chciałby spędzić te ostatnie 3 miesiące? Klient wziął kartkę i zaczął szybko pisać. Pisał prawie bez ustanku kilka minut. Wreszcie głęboko westchnął i powiedział: już. Coach pokiwał głową i zachęcił do przedstawienia planów. Klient zaczął czytać to, co wcześniej pisał. Okazało się, że pierwszą rzeczą była sprzedaż mieszkania, a potem były już tylko punkty na mapie świata, które Klient chciałby zobaczyć, odhaczyć, zaliczyć, dokonać. Klient czytał najpierw pośpiesznie, od czasu do czasu coś tłumacząc i wyjaśniając. Po chwili zwolnił jednak tępo czytania, wreszcie popatrzył przed siebie i powiedział: przecież to wszystko bez sensu… Coach zapytał: a co ma sens? Jeśli myślisz, Czytelniku, że dowiesz się, co ma sens, to Cię rozczaruję. Każdy na pytanie: co ma sens? powinien odpowiedzieć sobie sam. Dlaczego? Bo dla każdego z nas sens życia jest inny. Jest w innym miejscu, na innym poziomie, brzmi inaczej, pachnie inaczej, ma inną strukturę i inaczej do nas pasuje. Pytanie o sens życia było stawiane od początku istnienia homo sapiens. Niektórzy filozofowie żartują, że człowiek pierwotny postawił pytanie o sens swojego istnienia patrząc w rozgwieżdżone niebo i drapiąc się kością mamuta w plecy. Jakkolwiek to wyglądało stawiamy je i my. Ci, którzy go nie stawiają gubią istotę i cel swojego życia. A życie bez sensu kończy się marnie. Sens trudno zdefiniować – ile nurtów filozoficznych, psychologicznych, antropologicznych, tyle definicji. A jednak każdy z nas wie, że chodzi o coś podstawowego, fundamentalnego, albo/i coś metafizycznego, przekraczającego i ukierunkowującego życie. Kiedyś w książce, której niestety ani tytułu, ani autora nie pamiętam (ale prawie wiem, gdzie ją szukać, więc pewnie znajdę) mała dziewczynka mówiła, że wszystko można sprowadzić do kropki, dlatego największym sensem jest kropka. Wiecie, jak wszystko można sprowadzić do kropki? Weźcie dowolną rzecz i „rzućcie” jej cień na ścianę. Powstanie cień dowolnej rzeczy. Teraz ten dwuwymiarowy cień „weźcie do ręki i znowu rzućcie go na ścianę”, przekręcając o 90o. Oczywiście w wyobraźni. Powstanie linia prosta. „Weźcie ją i jeszcze raz przekręćcie o 90o rzucając cień, cienia, cienia na ścianę”. Powstanie …kropka. Można tak zrobić z dosłownie każdą rzeczą na świecie – wieżą Eiffla, długopisem, słoniem, baobabem. W tych największych przypadkach radzę użyć wyobraźni zamiast oryginałów. Powyższe opowiadanie  prowadzić ma do jednego wniosku – sens jest prosty. Każdy sens jest prosty, jasny, klarowny. I każdy ma prawo do siebie, do posiadania własnego sensu. Prawo do siebie, choćby inni go nie rozumieli. Niemniej sens ma być prosty. Jeśli nie jest tzn., że to jeszcze nie ten ostateczny cel, że jeszcze trzeba przekręcić cień cienia. Sens jest prosty. I w tej prostocie może się okazać, że wszyscy mamy ten sam sens. Bo da się go sprowadzić...

Czytaj więcej »