Turkusowy coach, turkusowy lider

 

Zapraszamy na 3-dniowy program Turkusowy coach, turkusowy lider akredytowany w International Coach Federation 20 pkt CCE w tym 3 punkty z etyki*

Dzięki programowi:

  • poznasz: teorię Spiral Dynamic, Teorię Integralną Wilbera oraz Poziomy Rozwoju Przywództwa Kegana;
  • doświadczysz modelu 3-ch poziomów celów klienta i nauczysz się z nim pracować;
  • wyodrębnisz swoje wartości osobiste i zawodowe;
  • zrozumiesz poziom Twojego wpływu na innych;
  • zidentyfikujesz swój poziom świadomości oraz związany z nim styl coachingu/zarządzania;
  • zrozumiesz, rozwiniesz i poczujesz kompetencje coachingowe na głębszym poziomie;
  • zdobędziesz innowacyjne narzędzia do pracy z klientami.

Będziesz ekspertem od turkusowych organizacji!

Co zyskasz?

  • 3-dniowy program innowacyjnych warsztatów opartych o teorie rozwoju świadomości i przywództwa
  • nową świadomość siebie i swojej pracy
  • nowe poziomy pracy z klientami
  • pogłębienie kompetencji coacha ICF
  • plan swojej drogi do mistrzostwa w coachingu
  • zupełnie nowe narzędzia do pracy z klientami

Jedyny taki program w Polsce!

Poszerzysz i zintegrujesz swoją wiedzę, doświadczenie i świadomość w trzech obszarach:

nauka etyka

kompetencje

Temat turkusu w rozwoju świadomości i turkusowych organizacji jest obecnie bardzo modny, ale kluczowe jest, aby nie tylko wiedzieć coś o turkusie lecz, aby mieć świadomość na poziomie turkusowym.
Ten program to zapewnia: szeroką wiedzę, głęboką pracę ze sobą, wspólne refleksje.
W XX w. powstało wiele teorii opisujących rozwój psychologiczny zarówno jednostek, jak i społeczeństw pod różnymi kątami. Najbardziej znane to Spiral Dynamic Gravesa, czy Teoria Integralna Wilbera. Choć było ich więcej kluczowy jest fakt, że są one kompatybilne, nawzajem się uzupełniają, korelują ze sobą ukazując potrzebę, a nawet konieczność rozwoju każdego człowieka. Rozwój jednostki pociąga za sobą nowy model przywództwa opartego na partnerstwie (teoria Kegana) i stawia nowe wyzwania przed coachami pracującymi z liderami.
Kurs jest pierwszym w Polsce programem, który zaprasza uczestników do rozpoznania swojego poziomu pracy z innymi i umiejscowienia go na jednym z poziomów świadomości i przywództwa (Graves, Wilber, Kegan), wyciągnięcia kluczowych wniosków i zaimplementowania ich w swojej pracy coacha, trenera, menedżera.

Jedyny taki program w Polsce!

Kliknij po szczegółowy program:

Program

Najbliższe spotkania:

            Kraków 20-22.10.2017    Kup  bilety

            Warszawa 24-26.11.2017    Kup bilety

            Wrocław 1-3.12.2017   Kup bilety

W cenie:
– innowacyjne szkolenie – 20 h zegarowych
– wiedza oparta o najnowsze badania
– przerwy kawowe (2x pt, 2x sb, 1x ndz))
– materiały szkoleniowe
– nowe narzędzia do pracy z klientami
– wysokiej klasy trener i coach
– certyfikat z potwierdzeniem zdobycia 20 pkt CCE
 
Bezcenne:
– wiedza i doświadczenie turkusu
– głębokie doświadczenie siebie
– interakcje w grupie
– nowa świadomość siebie

Szkolenie Turkusowy coach, turkusowy lider jest realizowane w formie zamkniętej (na zamówienie, daty i miejsce do ustalenia) oraz w formie otwartej.

Masz pytania? Napisz lub zadzwoń:
tel. 606-82-77-11
mail: tjzaucha@gmail.com

Pobierz folder 

Wybrane opinie uczestników po I edycji:

Marzena: Poszłam by nasycić się turkusową wiedzą…. Dostałam profesjonalną wiedzę, przyswojoną w ćwiczeniach i osobistej transformacji. Jestem pod wrażeniem i w ogromie wdzięczności dla Ciebie Tatiana Krawczyńska-Zaucha. Polecam tym, którzy chcą funkcjonować w jakości transformacyjnej. Jedno z najlepszych szkoleń w jakich brałam udział. Dziękuję.

Sylwia: Wyniosło mnie wyżej i głębiej zarazemdoświadczanie turkusu bezcenne dziękuję Tatiana Krawczyńska-Zaucha. Gotowym i otwartym na turkus polecam😊

Monika: W każdym momencie kursu czułam uważność trenera, opiekę oraz gotowość na zmianę w uczestnikach. Szkolenie stało się dla mnie przełomowe, bo od tego momentu będę inaczej patrzeć na przestrzeń wokół mnie, z perspektywy innej świadomości. Dojrzałam do zmiany.

Przemek: Dużo narosło mitów wokół turkusu. Teraz mam jasność. Wiedza była rewelacyjnie podana, spójna, ze wszystkich stron, holistyczna. Teraz już wiem, jak pracować z organizacjami w drodze do turkusu. Dziękuję.

 

punkty CCE są konieczne do uzyskania lub odnowienia akredytacji w ICF, od 2016 również 3 punkty z samej etyki. 

Regulamin wydarzeń: Kraków, Warszawa, Wrocław.

Turkusowy coach, turkusowy lider

Napisany przez dnia 10:00 w aktualności, blog | 0 komentarzy

Turkusowy coach, turkusowy lider

Zapraszamy na 3-dniowy program Turkusowy coach, turkusowy lider akredytowany w International Coach Federation 20 pkt CCE w tym 3 punkty z etyki*   Dzięki programowi: poznasz: teorię Spiral Dynamic, Teorię Integralną Wilbera oraz Poziomy Rozwoju Przywództwa Kegana; doświadczysz modelu 3-ch poziomów celów klienta i nauczysz się z nim pracować; wyodrębnisz swoje wartości osobiste i zawodowe; zrozumiesz poziom Twojego wpływu na innych; zidentyfikujesz swój poziom świadomości oraz związany z nim styl coachingu/zarządzania; zrozumiesz, rozwiniesz i poczujesz kompetencje coachingowe na głębszym poziomie; zdobędziesz innowacyjne narzędzia do pracy z klientami. Będziesz ekspertem od turkusowych organizacji! Co zyskasz? 3-dniowy program innowacyjnych warsztatów opartych o teorie rozwoju świadomości i przywództwa nową świadomość siebie i swojej pracy nowe poziomy pracy z klientami pogłębienie kompetencji coacha ICF plan swojej drogi do mistrzostwa w coachingu zupełnie nowe narzędzia do pracy z klientami Jedyny taki program w Polsce! Poszerzysz i zintegrujesz swoją wiedzę, doświadczenie i świadomość w trzech obszarach: nauka etyka kompetencje Temat turkusu w rozwoju świadomości i turkusowych organizacji jest obecnie bardzo modny, ale kluczowe jest, aby nie tylko wiedzieć coś o turkusie lecz, aby mieć świadomość na poziomie turkusowym. Ten program to zapewnia: szeroką wiedzę, głęboką pracę ze sobą, wspólne refleksje. W XX w. powstało wiele teorii opisujących rozwój psychologiczny zarówno jednostek, jak i społeczeństw pod różnymi kątami. Najbardziej znane to Spiral Dynamic Gravesa, czy Teoria Integralna Wilbera. Choć było ich więcej kluczowy jest fakt, że są one kompatybilne, nawzajem się uzupełniają, korelują ze sobą ukazując potrzebę, a nawet konieczność rozwoju każdego człowieka. Rozwój jednostki pociąga za sobą nowy model przywództwa opartego na partnerstwie (teoria Kegana) i stawia nowe wyzwania przed coachami pracującymi z liderami. Kurs jest pierwszym w Polsce programem, który zaprasza uczestników do rozpoznania swojego poziomu pracy z innymi i umiejscowienia go na jednym z poziomów świadomości i przywództwa (Graves, Wilber, Kegan), wyciągnięcia kluczowych wniosków i zaimplementowania ich w swojej pracy coacha, trenera, menedżera. Jedyny taki program w Polsce! Kliknij po szczegółowy program: Program Najbliższe spotkania: Najbliższe spotkania:             Kraków 20-22.10.2017    Kup  bilety             Warszawa 24-26.11.2017    Kup bilety             Wrocław 1-3.12.2017   Kup bilety Szkolenie jest realizowane w formie zamkniętej (na zamówienie, daty i miejsce do ustalenia) oraz w formie otwartej. Masz pytania? Napisz lub zadzwoń: tel. 606-82-77-11 mail: tjzaucha@gmail.com Pobierz folder  * punkty CCE są konieczne do uzyskania lub odnowienia akredytacji w ICF, od 2016 również 3 punkty z samej...

czytaj więcej

5 kroków do raju na ziemi

Napisany przez dnia 19:55 w blog | 0 komentarzy

5 kroków do raju na ziemi

Każdy z nas marzy o szczęśliwym życiu, mało kto jednak czuje się szczęśliwy. Dużo wokół nas jest nie tak, jakbyśmy chcieli. Większe i mniejsze sprawy, lub ważniejsi i mniej ważni ludzie przeszkadzają nam w osiągnięciu tego szczęścia. Przynajmniej w naszym przekonaniu. Bo gdyby tak on, ona, oni, sytuacja… Oczywiście nie ma prostych recept na szczęście już tu na ziemi. A może jednak są? Kilka lat temu australijska pielęgniarka Bonnie Ware spisała w książce The Top Five Regrets of the Dying – A Life Transformed by the Dearly Departing dane, jakie zebrała podczas rozmów z ludźmi umierającymi. Bonnie pracowała w domu spokojnej starości i rozmawiała z bardzo wyjątkową grupą osób. Wszystkie miały przed sobą 3-4 tygodnie życia i były odsyłane do rodzin, aby tam umrzeć. Można więc powiedzieć, że byli to eksperci w kwestii życia – wszystko mieli za sobą i wiedzieli, że już nic nie muszą udawać, ale też, że nic nie mogą już zmienić. Wreszcie mogli być sobą, większość pytań uzyskiwała swoje najprawdziwsze odpowiedzi. A ona pytała ich właśnie o zmiany. Co by zmienili w swoim życiu, gdyby mogli? Bonnie ze zdziwieniem stwierdziła, że choć ludzie na łożu śmierci różnili się pochodzeniem, doświadczeniem, wykształceniem, światopoglądem, czy majętnością, to ich odpowiedzi były bardzo zbieżne. Wyciągnęła z tych opowieści 5 pojawiających się najczęściej tęsknot: 1. Żałuję, że nie miałem odwagi, żyć swoim własnym życiem, a nie spełniać oczekiwania innych; Żyć swoim własnym życiem, dokonywać swoich własnych wyborów, a potem ponosić za nie konsekwencje. Uczyć się, co jest dla mnie ważne, odkrywać kim chcę być jako człowiek, jakie postępowanie jest spójne ze mną. Oto kwintesencja tęsknoty umierającego człowieka! Z jakiego powodu interesują nas opinie innych, ich najlepsze na świecie rady i stwierdzenia: wiem, co dla ciebie najlepsze? Żyj swoim własnym życiem, póki jeszcze masz na to czas! 2. Żałuję, że nie miałem odwagi wyrażać swoich prawdziwych uczuć i emocji; Od małego uczą nas, jak tłumić emocje, jak być opanowanym, logicznym, odpowiednim. Oto dalszy ciąg życia nie swoim życiem. Emocje i uczucia mówią nam kto i co jest dla nas ważne. Wsłuchanie się w nie, pozwolenie sobie na ich odczuwanie i uzewnętrznianie jest jak najbardziej ludzkie. Emocje są ważną częścią naszego życia, bez nich stajemy się robotami wykonującymi polecenia innych. Miej odwagę na wyrażanie swoich prawdziwych emocji i uczuć. Dzisiaj. Jutro możesz nie mieć już na to okazji. 3. Żałuję, że pracowałem za dużo; Ciekawe jest to, że zazwyczaj pracujemy, aby naszym bliskim było lepiej. Zważywszy na to, że wtedy jesteśmy daleko od nich, trudno powiedzieć, że to dla nich lepiej. Badania przeprowadzone w Polsce na dzieciach emigrantów pokazały, że dzieci jako ekwiwalent braku więzi z rodzicem przebywającym na emigracji oczekują prezentów (!) Ale aż 58 % zapytana czego najbardziej ci brakuje, gdy nie ma rodzica odpowiedziała, że przytulenia i powiedzenia „kocham cię”. Już dzieci wiedzą, że praca i zarobki to nie wszystko. Szkoda, że my, rodzice, o tym zapominamy. 4. Żałuję, że nie utrzymywałem kontaktu z moimi przyjaciółmi; Nie wiem, co napisać. Sama urwałam kiedyś prawie wszystkie kontakty. Dziś, gdy chcę się z kimś spotkać to dzwonię, umawiam się na spotkanie, zależy mi. Ale nie da się budować relacji jednostronnie, gdy ktoś mówi, że np. nie ma czasu. Relacja budowana z jednej strony jest żałosna… Ba, w ogóle nie jest relacją. Miejmy więc czas dla ludzi nam bliskich. W ostatecznym rozrachunku najważniejsze są...

czytaj więcej

Dziękuję za to, że jesteś

Napisany przez dnia 09:20 w blog | 0 komentarzy

Dziękuję za to, że jesteś

Ostatnio byłam na imprezie imieninowo-urodzinowej u przyjaciela. Jeden z szacownych gości powiedział: – Dzisiaj to już nie te czasy, co dawniej. Muszę tu wtrącić swoje trzy grosze. „Dawniej” – co za ciekawe słowo. „Dawniej” charakteryzuje się głównie tym, że z jakiegoś bliżej nieokreślonego powodu, zazwyczaj w ogóle nie sprecyzowanego i bardzo ogólnego, bazującego na jakiejś nostalgii, tęsknocie i przemijaniu, więc „dawniej” było lepiej. I znowu „lepiej” występuje tu zazwyczaj w domyśle i jest podszyte poczuciem wielkiej, minionej, nie od odzyskania straty. Po takiej wypowiedzi wszyscy zwieszają głowy i smętnie nimi kiwają. Acha, czasem jeszcze wzdychają, a co wrażliwsze jednostki nawet pociągają nosami. „Tak, tak, dawniej…” Potem przychodzi jakaś konluzja. Konkretne wskazanie, co dzisiaj jest nie tak, np. okna są za duże, tramwaje za szybkie, pociągów za mało itp. Przy czym takie zachowanie można zauważyć zazwyczaj u osób urodzonych przed 1980 (nie, nie mam badań na ten temat, amerykańscy naukowcy się tym nie zajmowali). Ci urodzeni po tym roku zachowują się różnie. Albo wpisują się w smętne kiwanie głowami, choć nie mają zielonego pojęcia, dlaczego dawniej było lepiej, skoro bajka na dobranoc trwała 10 min., nie było laptopów, ba, nie było smartfonów! Nie było facebooka, naprawdę nie było?! Drugą postawą przyjmowaną przez co odważniej myślących młodych jest reakcja: – Jak było lepiej? Gdzie wam było lepiej? Taka reakcja „dziwnej” i „niewychowanej” młodzieży sprawia, że obecni przy stole ci, którzy pamiętają owo dawniej zwierają szeregi i wchodzą na barykady, by bronić swojej pamięci „dawniej”.  Ja choć urodziłam się sporo przez 1985 r. też mam reakcję: ale o co wam chodzi? co konkretnie było lepiej? No, ale nie o tym miało być dzisiaj. Jeden z szacownych gości powiedział więc: – Dzisiaj to już nie te czasy, co dawniej. O rany, pomyślałam, nic nas już nie uratuje. Na szczęście okazało się, że tym razem „dawniej” dotyczy tylko… takich imprez. – Dawniej – kontynuował – dawniej to ludzie spotykali się na imieninach. Imprezy były wtedy, jak się patrzy. I nie chodziło o to, co się jadło, ani piło, ale o to, że ludzie się spotykali. Ktoś inny spuentował: – Jest nawet taka piosenka: u cioci na imieninach – i całe towarzystwo się roześmiało. Czekam na konkluzję, ale nie, nie ma, cisza. I nagle: – Bo dzisiaj na wzór amerykański obchodzi się urodziny! Przecież to bez sensu. O imieniny tu chodzi, o świętowanie imienia patrona, a nie o urodziny. Przecież niektórzy to nawet nie chcą powiedzieć, ile mają lat, więc po co to świętowanie urodzin? No masz… Przygryzłam język z całej siły. Ja sama należę do tych niepokornych, amerykańskich reakcjonistów, którzy obchodzą urodziny. I nic mi do tego, że ktoś ma ochotę obchodzić imieniny. Jak ma, to niech sobie obchodzi. Mogę jak najbardziej szczerze złożyć życzenia, kupić kwiatka, czy inną laurkę, postawić kawę, lub inne ciastko. Wolę jednak urodziny. Dlaczego? Posłuchajcie. Dzień urodzin kojarzy mi się z pojawieniem się kogoś w moim życiu. Dzięki temu, że się urodził, mógł w ogóle pojawić się w moim życiu. Bez urodzin by go nie było. Obchodzenie czyiś urodzin, to dla mnie szczególne zwrócenie uwagi na to, że ta osoba istnieje, że istnieje w moim życiu i że bez niej moje życie nie byłoby takie, jakie jest. Byłoby uboższe, kogoś by brakowało. Obchodzenie urodzin to zatrzymanie się na chwilę i uświadomienie sobie, jaki dar otrzymałam, dar drugiego człowieka. To czas na...

czytaj więcej

Nasza własna wieża Babel

Napisany przez dnia 13:27 w blog | 0 komentarzy

Nasza własna wieża Babel

Jednym z największych zmartwień rodziców małego dziecka jest pytanie o to, kiedy zacznie mówić. A potem, czy mówi odpowiednią ilość słów, jak na swój wiek. Potem, czy już mówi wyraźnie i czy wymawia wszystkie głoski. Uff, mówi, wymawia… Od dzieciństwa uczono nas mówić. Nikt jednak nie uczył nas, jak się komunikować. Niby jedno i to samo. Ale mówić można do kwiatów i ptaków, albo do siebie. Aby zaistniała komunikacja potrzebne są zawsze przynajmniej dwie osoby. I tu zaczyna się … nasza własna wieża Babel. W XXI wieku wieża Babel nie polega na ilości języków, czy braku możliwości znalezienia tłumacza. W czasach, gdy we własnych komórkach mamy tłumacza z każdego i na każdy możliwy język wieża Babel to brak porozumienia z powodu nieznajomości podstaw komunikacji międzyludzkiej. Nie potrafię zrozumieć, jak to się dzieje, że taki przedmiot nie jest podstawowym przedmiotem obok języka polskiego w szkołach. Ćwiczenia z komunikacji dostępne są dla ludzi, którzy „specjalnie” zajmują się rozwojem osobistym. A ci, którzy się nie zajmują to 99,9 % społeczeństwa… Dlaczego? Nie wiem. Może po prostu trudno jest zauważyć, że się czegoś nie ma, skoro zawsze „się nie ma”. Czasem w czasie szkoleń uczestnicy mówią „o rany, jaki to proste”, „gdybym jak to wiedział parę lat wcześniej”. Jakie są efekty braku podstawowych umiejętności komunikacji? No cóż, rozejrzyjcie się wokół. Słuchanie, ale nie słyszenie. Mówienie, ale właściwie nie wiadomo po co i o co chodzi. Przerywanie, krzyki, agresja. Pretensje, że przecież ktoś miał się czegoś domyślić. Rozkazywanie, zmuszanie, płacz, brak szacunku, poniżanie… To poczucie ogromnej samotności w tłumie. Znajomy opis? To nasza własna wieża Babel. Życie bez porozumienia. Czym więc jest komunikacja międzyludzka, albo inaczej mówiąc interpersonalna? Najprościej rzecz biorąc to parę prostych zasad i kilka godzin intensywnej pracy nad sobą podczas szkolenia. A potem wdrażanie nowych umiejętności w życiu przez jakiś czas. Jaki? To już zależy od Ciebie. Od Twojego nastawienia, potrzeb. Niemniej zrozumienie i przepracowanie tej garstki wiedzy zmienia nasze życie o 180%. Trudno uwierzyć? Zgłoś się na szkolenie, sprawdź sam. Zapraszam!...

czytaj więcej

W poszukiwaniu mistrzów

Napisany przez dnia 13:24 w blog | 1 komentarz

W poszukiwaniu mistrzów

Już dawno nasze pokolenie zostało okrzyknięte pokoleniem bez autorytetów, bez mistrzów, bez guru. Od czasu do czasu słyszy się o wielkich ludziach, którzy dokonali jakiejś wielkiej rzeczy. Jednak nawet oni szybko znikają z telewizji i gazet. W poszukiwaniu mistrzów ludzie udają się w amerykańskie głusze i w głębokie lasy Syberii, na pustynie i na prawie bezludne wyspy. Dla swojego mistrza są w stanie wyrzec się rodziny, wiary, a nawet swojego życia. Dosłownie. Myśląc o mistrzu, guru, autorytecie od razu nasuwa się cały rój pytań: kim jest mistrz? kiedy ktoś staje się mistrzem? jaki powinien być mistrz? jakie jest kryterium bycia mistrzem? jak go rozpoznać? czy mam wykonywać wszystko, co każe mi guru? czy mistrz już na zawsze zostaje mistrzem? … Intryguje mnie pierwsze pytanie „kim jest mistrz”. Szczególnie w połączeniu ze stwierdzeniem, że nasze czasy są czasem zamierania autorytetów i pustynią mistrzów. Z czego to wynika? Co wkładamy do słowo „mistrz”? Wiele rozmów, wiele książek i wiele przemyśleń potem odpowiedź staje się dosyć jasna. Mistrz uosabia nam kogoś nieskończenie doskonałego, kogoś, kto wszystko robi najlepiej, jest perfekcyjny, a nawet osiągnął już pełną wiedzę nt. życia w ogóle i tych tematów, które nas w danej chwili interesują. Mistrz jest więc oświecony, święty, najlepszy. Chcemy za nim podążać, uczyć się od niego, wpatrywać się w jego czyny i słuchać jego słów. Gdyby to było szkolenie, zawiesiłabym teraz głos na krótką chwilkę. Przecież – gdzie my kogoś takiego znajdziemy? Nie ma się co dziwić, że nie uznajemy mistrzów, wszak myślimy o nich w nierealny sposób! Nie ma takich! Owszem są ludzie, którzy się na takich kreują, mówią, że są oświeceni i poznali tajemnicę życia, wszechświata, czy wymyślili sobie jakiś inny chwytliwy slogan. Taaaak. Tylko że, z definicji każdy, kto mówi o sobie, że jest oświecony, właśnie przestaje być oświecony. Każde mistrzostwo budowane jest na pokorze. Kto krzyczy i krzykiem musi przekonywać innych, że jest wielki, nie znajdzie posłuchu. Ostatnio często słyszę pytania: kto jest twoim mistrzem? czy masz jakąś jedną książkę, którą czytasz w nieskończoność? Nie mam jednego mistrza. Nie mam jednej książki. Kiedyś też myślałam, że powinnam sobie znaleźć jednego mistrza. Poznawałam masę osób z różną wiedzą, na różnych stanowiskach, z różnymi kompetencjami, z różnym podejściem do ludzi. Nikt z nich nie mógł być mistrzem w pełnym tego słowa znaczeniu. Zaczęłam się więc zastanawiać nad zawartością słowa mistrz. Doszłam do wniosków, jakie opisałam powyżej. A sama otwarłam się na wielu mistrzów. Dziś już nie szukam jednego. Od każdego człowieka, z każdej sytuacji mogę się coś nauczyć. Czasem ludzie, którzy są postawieni przez społeczeństwo na marginesie udzielają mi mistrzowskich lekcji. Czasem robią to dzieci. Czasem, ktoś, kto nawet nie pomyśli, że to co, powiedział, jest dla mnie przesłaniem. I odwrotnie, ludzie, którzy chcą być postrzegani jako guru zachowują się dyskwalifikująco. Wg słów: To, jak postępujesz tak bardzo krzyczy do mnie, że nie słyszę, co do mnie mówisz. Nie słucham ich, odchodzę. Nie dajcie się więc nabrać na krzykaczy. Słuchajcie ludzi wokół siebie, bo każdy ma coś ważnego do powiedzenia, nawet ci najmniejsi. A w kwestii mistrza. No cóż. Słuchajcie siebie. Każda i każdy z Was jest swoim jedynym guru. To Ty jesteś jedynym mistrzem swojego życia, bo tylko Ty wiesz najlepiej jak je przeżyć w pełni. Tylko Ty wiesz, jak dojść do swojego mistrzostwa. Słuchaj innych, ale tylko do czasu. Gdy nie...

czytaj więcej

Emocje Polaków a semantyka

Napisany przez dnia 13:14 w blog | 0 komentarzy

Emocje Polaków a semantyka

Jako coach kobiet przedsiębiorczych i przedsiębiorców pracuję najczęściej z osobami, które prowadzą swoje firmy, albo chcą zamienić korporację na własną firmę. Większość osób, które przychodzą na coaching, albo szkolenia rozwojowe to ludzie bardziej świadomi siebie i swoich potrzeb niż przeciętnie. Co interesujące wiąże się to również z większym niż przeciętnie krytycyzmem wobec siebie, większymi wymaganiami i wysoko postawioną poprzeczką. Wszystkiemu często towarzyszą negatywne emocje. Amerykańscy naukowcy zrobili niedawno serię badań z odczuwaniem stanów emocjonalnych u przedstawicieli różnych narodów i związaną z tym ilość słów opisujących te stany. Wśród badanych również Polacy. Wyniki są zaskakujące: w języku angielskim słów i związków frazeologicznych opisujących pozytywne stany emocjonalne jest 432, negatywne 416. Podobna równowaga panuje w języku francuskim, hiszpańskim, a nawet niemieckim. W języku polskim jest trochę inaczej. Słów i związków frazeologicznych opisujących negatywne stany emocjonalne mamy 584, pozytywne 192. Jesteśmy na przedostatnim miejscu… Jakie wnioski można wyciągnąć dla siebie z tego badania? Najprostszy nasuwa się sam. Kluczem do naszych emocji jest semantyka. Wyrazy, jakich używamy mogą i wpływają na naszą podświadomość. A ona wpływa na nasze postrzeganie siebie, swoich możliwości i wiarę w osiągniecie celu. Wpływa na nas. Wracając do „problemu”. Wszystkim osobom, które lubią używać i nadużywać słów: „mam problem, nie wychodzi mi, nie potrafię” mówię: nie masz problemu. Natrafiłaś/eś na swój PUNKT ROZWOJU. Jesteś szczęściarzem, bo wiesz, że jak rozwiniesz ten punkt będziesz już innym człowiekiem. Większość twarzy natychmiast się rozpromienia. Spróbujcie sami. Zamiast wypowiadać słowo „mam problem” mówcie „to jest mój punkt rozwoju”. Poczujcie inny wektor ładunku emocjonalnego, jaki niesie zamiana tych dwóch wyrażeń. To najprostsze, co każda, każdy z Was może zrobić dla siebie już dziś. I najprostszy krok w kierunku...

czytaj więcej

Jak być codziennie radosnym

Napisany przez dnia 10:35 w blog | 0 komentarzy

Jak być codziennie radosnym

Wszyscy bez wyjątku wiedzą, że radość jest dobrem, o które należy zabiegać. Dosyć popularne jest przekonanie, że ludzie dzielą się na optymistów i pesymistów. Że tym pierwszym żyje się lepiej, bo z założenia widzą świat w jaśniejszych i radośniejszych kolorach. A tym drugim żyje się gorzej, bo nie są tak zabawni, ale za to są ostrożniejsi, bardziej przewidujący, a nawet lepiej planujący. Oczywiście lepiej w przeciwieństwie do optymistów, którzy życie biorą bardziej na żywioł, mniej planują, a i tak im wychodzi. Mało tego, żyją dłużej, nie siwieją od zmartwień i są powszechnie lubiani. Cały powyższy akapit pełen jest przekonań, z których na co dzień nie zdajemy sobie sprawy, a które kierują naszym zachowaniem i naszymi wyborami. A gdyby tak zawiesić dla potrzeb dyskusji moc powyższych przekonań i zrobić inne założenie: RADOŚĆ JEST WYBOREM. Jeszcze raz, zatrzymaj się nad tym zdaniem: RADOŚĆ JEST WYBOREM. Co to znaczy teraz dla mnie? Skoro radość jest wyborem, to nie ma znaczenia, czy jestem optymistą, czy pesymistą. Mogę dzisiaj postanowić, że każdego dnia wybieram radość, każdego dnia rano wybieram bycie radosnym dzisiaj. Teraz trzeba zdecydować, opisać co dla mnie oznacza bycie radosnym. Jak ta radość ma się przejawiać w moim zachowaniu, jak ją mają widzieć inni. Np. dla mnie bycie radosnym to cieszenie się z tego, że żyję, że świeci słońce, że pada deszcz, że dzieci są zdrowe i poszły dzisiaj do przedszkola. To uśmiech na mojej twarzy i radosne witanie się z napotkanymi ludźmi. Nie bez kozery Facebook pełen jest haseł: „uśmiechnij się, a świat uśmiechnie się do Ciebie” itd. Trzeba wybrać nastawienie. Świat jest piękny sam w sobie, wszystko zależy od tego, na co patrzymy i jak to postrzegamy. Możemy spojrzeć na piękne kwiaty i się uśmiechnąć, albo wyszukać wzrokiem plamy na dywanie i wkurzyć się na cały dzień. Nastawienie tez jest wyborem. Wiecie, że amerykańscy uczeni robili badania nad wpływem ułożenia mięśni twarzy na poziom serotoniny i endorfin w mózgu człowieka? Otóż dawano ludziom patyczki do ust tak skonstruowane, aby „wymuszały” ułożenie mięśni, jak do uśmiechu. Wyniki są zaskakujące. Nawet sztuczne położenie mięśni imitujące uśmiech na twarzy powoduje wzrost serotoniny i endorfin w mózgu ludzi. Co to oznacza? Że jeśli uśmiechniemy się parę razy do innych osób, to automatycznie wzrośnie poziom hormonów szczęścia w mózgu. Kolejne uśmiechy będą już łatwiejsze. Tym bardziej, że ludzie zaczną odwzajemniać nasze uśmiechy. Radość jest jak kamyczek puszczony z góry. Spadając, zabierze ze sobą kolejne kamyczki. Na dole zrobi się z nich lawina. Każdy Twój dzień może wyglądać jak lawina radości. Wybór należy do...

czytaj więcej

Prawo do siebie

Napisany przez dnia 15:12 w blog | 1 komentarz

Prawo do siebie

Żyjemy w zaawansowanym technologicznie społeczeństwie. Chcemy, jak najwięcej osiągnąć, zdobyć, zobaczyć. Niewielu jednak pamięta o czymś tak podstawowym, jak sens. Na jednej z sesji coachingowych Klient otrzymał zadanie, aby wyobrazić sobie, że lekarz mówi mu, iż zostało mu jeszcze 3 miesiące życia. Pytanie brzmiało oczywiście: jak chciałby spędzić te ostatnie 3 miesiące? Klient wziął kartkę i zaczął szybko pisać. Pisał prawie bez ustanku kilka minut. Wreszcie głęboko westchnął i powiedział: już. Coach pokiwał głową i zachęcił do przedstawienia planów. Klient zaczął czytać to, co wcześniej pisał. Okazało się, że pierwszą rzeczą była sprzedaż mieszkania, a potem były już tylko punkty na mapie świata, które Klient chciałby zobaczyć, odhaczyć, zaliczyć, dokonać. Klient czytał najpierw pośpiesznie, od czasu do czasu coś tłumacząc i wyjaśniając. Po chwili zwolnił jednak tępo czytania, wreszcie popatrzył przed siebie i powiedział: przecież to wszystko bez sensu… Coach zapytał: a co ma sens? Jeśli myślisz, Czytelniku, że dowiesz się, co ma sens, to Cię rozczaruję. Każdy na pytanie: co ma sens? powinien odpowiedzieć sobie sam. Dlaczego? Bo dla każdego z nas sens życia jest inny. Jest w innym miejscu, na innym poziomie, brzmi inaczej, pachnie inaczej, ma inną strukturę i inaczej do nas pasuje. Pytanie o sens życia było stawiane od początku istnienia homo sapiens. Niektórzy filozofowie żartują, że człowiek pierwotny postawił pytanie o sens swojego istnienia patrząc w rozgwieżdżone niebo i drapiąc się kością mamuta w plecy. Jakkolwiek to wyglądało stawiamy je i my. Ci, którzy go nie stawiają gubią istotę i cel swojego życia. A życie bez sensu kończy się marnie. Sens trudno zdefiniować – ile nurtów filozoficznych, psychologicznych, antropologicznych, tyle definicji. A jednak każdy z nas wie, że chodzi o coś podstawowego, fundamentalnego, albo/i coś metafizycznego, przekraczającego i ukierunkowującego życie. Kiedyś w książce, której niestety ani tytułu, ani autora nie pamiętam (ale prawie wiem, gdzie ją szukać, więc pewnie znajdę) mała dziewczynka mówiła, że wszystko można sprowadzić do kropki, dlatego największym sensem jest kropka. Wiecie, jak wszystko można sprowadzić do kropki? Weźcie dowolną rzecz i „rzućcie” jej cień na ścianę. Powstanie cień dowolnej rzeczy. Teraz ten dwuwymiarowy cień „weźcie do ręki i znowu rzućcie go na ścianę”, przekręcając o 90o. Oczywiście w wyobraźni. Powstanie linia prosta. „Weźcie ją i jeszcze raz przekręćcie o 90o rzucając cień, cienia, cienia na ścianę”. Powstanie …kropka. Można tak zrobić z dosłownie każdą rzeczą na świecie – wieżą Eiffla, długopisem, słoniem, baobabem. W tych największych przypadkach radzę użyć wyobraźni zamiast oryginałów. Powyższe opowiadanie  prowadzić ma do jednego wniosku – sens jest prosty. Każdy sens jest prosty, jasny, klarowny. I każdy ma prawo do siebie, do posiadania własnego sensu. Prawo do siebie, choćby inni go nie rozumieli. Niemniej sens ma być prosty. Jeśli nie jest tzn., że to jeszcze nie ten ostateczny cel, że jeszcze trzeba przekręcić cień cienia. Sens jest prosty. I w tej prostocie może się okazać, że wszyscy mamy ten sam sens. Bo da się go sprowadzić do...

czytaj więcej

Założenia coachingu

Napisany przez dnia 13:45 w blog | 0 komentarzy

Założenia coachingu

Wokół coachingu narasta ostatnio wiele rozbieżnych opinii. Jedni mówią, że świetnie działa w ich życiu. Inni, że to czysta manipulacja i ucieczka od odpowiedzialności. Czym jest zatem coaching? W moim rozumieniu coaching jest procesem wzmacniającym indywidualny, stały i kompleksowy rozwój kompetencji człowieka lub organizacji. Coaching inspiruje, rozwija nowe strategie zachowań oraz pozwala osiągać zamierzone cele i rezultaty. Proces ten oparty jest na sesjach coachingowych, trwających od 30 min do godziny. Zazwyczaj jest ich 4-6, czasem więcej. Są to odbywające się z częstotliwością co ok. 2 tygodnie spotkania klienta z coachem, podczas których dzięki umiejętnie stawianym pytaniom, odpowiednio dobieranym narzędziom oraz określonej postawie coacha, klient sam odkrywa swoje umiejętności, możliwości, kreatywnie rozwiązuje problemy, znajduje drogę do osiągnięcia celu oraz zyskuje wyższą motywację. Dlaczego jest to takie ważne, żeby klient sam odpowiadał sobie na pytania? Bo tylko on zna naprawdę odpowiedzi najważniejsze dla niego. Rozwiązanie tego samego problemu dla 3 różnych osób będzie inne. Weźmy prosty przykład – co lubisz jeść na śniadanie? Ha, ha, śmieszne, prawda? Rogaliki z dżemem i kawą, płatki z mlekiem i jajka smażone na wiejskiej kiełbasie. Kto z Was ma inne ulubione danie? No właśnie, i dlatego własna odpowiedź klienta w odpowiedziach na pytania: „Jak najlepiej postąpić w tej konkretnej sytuacji?” jest najważniejsza i najtrafniejsza. Dlatego coaching prowadzi do zmiany, dlatego jest skuteczny, dlatego działa. Siłą coachingu są również jego założenia w stosunku do klienta: ludzie są w porządku tacy, jacy są, nikt nie jest „popsuty”, nikogo nie trzeba naprawiać; każdy dysponuje wszystkimi zasobami, jakich potrzebuje, by osiągnąć swój cel; ludzie podejmują najlepsze decyzje, do jakich mają dostęp w danym momencie; za każdym zachowaniem człowieka stoi pozytywna intencja; zmiana zwiększa wybór i możliwość wykorzystania zasobów człowieka. Powyższe zasady są jednym z principiów rozmów coacha z klientem. Tu należy też doszukiwać się różnic z doradztwem, psychoterapią czy rozmowach z psychologiem, lub z mentorem. To, co odróżnia coaching jest też praca z teraźniejszością i przyszłością. Jeśli klient podczas sesji wraca do przeszłości, to tylko po to, aby wziąć z niej dobry przykład i przenieść w przyszłość, albo… jeszcze nie jest gotowy do coachingu, a raczej na psychoterapię. I nie ma w tym nic złego. Jako coach współpracuję z psychoterapeutami i z psychologami. Odsyłamy sobie klientów, po prostu dla ich dobra. Dlaczego o coachingu jest w ostatnich latach coraz głośniej? Wzrastająca popularność coachingu wynika m.in. z faktu, że pomaga on zarówno poszczególnym osobom, jak i organizacjom uzyskiwać optymalne tempo rozwoju i przełomowe efekty działania, co z kolei przekłada się na wymierne, mierzalne, wielopoziomowe korzyści. Są różne specjalizacje w coachingu: coaching biznesowy, życiowy, zdrowia, kariery, rodzicielski, a nawet spa coaching. Ponieważ człowiek żyje i działa jako jedność, w ramach której nie da się rozdzielić jednoznacznie człowieka-menedżera, człowieka-pracownika, człowieka-ojca/matkę, człowieka-męża/żonę firma Sedmo proponuje metacoaching, czyli coaching integralny. Jest to coaching, w ramach którego można rozwiązywać dylematy oraz wyznaczać cele przenikające wszystkie aspekty życia klienta, zarówno poziom zawodowy, jak i osobisty, życiowy, rodzicielski itd. Człowiek jest jednością psychofizyczną, wszystko, co się dzieje w każdym aspekcie jego życia ma wpływ na pozostałe. Pytania stawiane w jednym obszarze dotyczą innych. Coaching integralny wydaje się być najlepszym rozwiązaniem dla każdego, kto odczuwa potrzebę rozwoju, pracy nad sobą, osiągnięcia pełni swoich możliwości....

czytaj więcej

Celowe cele

Napisany przez dnia 22:09 w blog | 0 komentarzy

Celowe cele

Od kilkunastu lat nastała w Polsce tradycja wyznaczania celów na Nowy Rok. Jak miałam kilkanaście lat cele dla wszystkich były takie same i tak samo trudne – przeżyć, mieć co do garnka włożyć, nie dać się pobić, mieć się co napić nie tylko na Sylwestra. I nikt ich wyznaczać nie musiał. Teraz przeszliśmy na wyższy poziom w drabinie Maslowa. Garnki pełne, przeżycie zapewnione, przynajmniej w większości, z tym pobiciem różnie bywa, kieliszki pełne, kiedy tylko chcemy i czym tylko chcemy. Ba, i pewnie dlatego ponoć Polacy piją mniej. Ale do rzeczy. Skoro najniższe potrzeby mamy zapewnione, szukamy wyższych celów. Większość moich znajomych ma jasne, wyższe cele – schudnąć, biegać, rzucić palenie, rzucić picie, ewentualnie rzucić męża(żonę), albo kochanka. Hmm, i tak zresztą co Nowy Rok wyznaczamy stare „nowe” cele, bo nic z tego się nie udało w ubiegłym roku osiągnąć. No i każdy pyta: dlaczego? Dlaczego nie mogę osiągnąć celów? Ponieważ nie umiesz ich dobrze wyznaczać. Jak dobrze wyznaczać cele? Po pierwsze: Cel powinien zostać tak sformułowany, żeby odpowiadać na pytanie CO? I musi być REZULTATEM jakiś działań. Od razu rzuca się w oczy, że żaden z powyższych celów nie jest poprawnie sformułowany. A to niestety utrudnia jego realizację. Jak zamienić powyższe cele na takie, które będą odpowiednio sformułowane? Schudnąć, biegać, rzucić palenie i rzucić picie są działaniami jednego rezultatu, np. cel w tym przypadku może brzmieć: dobre zdrowie, ładna sylwetka lub inny na jakim nam zależy. Zapisz ten cel w swoim nowym kalendarzu, planerze, notatniku na Nowy Rok. Po drugie: Cel powinien mieć określone jasne DLACZEGO?  Gdy uzmysłowisz sobie, gdy nazwiesz powody, dla których chcesz mieć to COŚ, np. dobre zdrowie, łatwiej będzie określić, jak bardzo Ci na tym zależy. Czy tylko trochę dzisiaj, czy myślisz o tym już od dawna, bo kolega w Twoim wieku niedawno miał zawał. DLACZEGO warto spisać w tuż pod celem. Przypisz każdemu dlaczego wartość od 1 do 10. A ten powód, lub te powody, którym nadasz wartość 10 wpisz na pierwszych miejscach pod celem. Potem zastanów się, jak będziesz się czuł, gdy już osiągniesz ten cel, np. dobre zdrowie. Co Ci to da? Co będziesz mógł robić, czego teraz nie możesz? Jak zareagują na osiągniecie tego celu Twoim najbliżsi, Twoi przyjaciele, współpracownicy? Co Ci wtedy powiedzą? Poczuj to, usłysz, zasmakuj zwycięstwo. Po trzecie: Cel musi mieć wyraźne JAK. Zastanów się i spisz, w jaki sposób możesz osiągnąć Twój cel. Teraz jest czas na działania. Biegać – ok., ile, jak często, z kim, w co się ubierzesz, gdzie będziesz biegać? Spisz wszystkie składowe każdego działania. Wyznacz każdemu działaniu punkty kontrolne, np. jeśli chcesz biegać trzy razy w tygodniu i jeden dzień nie wyjdzie, to w który dzień nadrobisz? Po czwarte: kto może Ci pomóc w osiągnięciu celu? Komu o tym powiesz? Kto może Cię wesprzeć? Spisz wszystko, co przyjdzie Ci do głowy, ponumeruj ludzi w taki sposób, abyś wiedział, czyja pomoc będzie najcenniejsza, a na kogo możesz liczyć w dalszej kolejności. Po piąte: Co lub kto może Tobie przeszkodzić w realizacji tego celu? Spisz wszystkie słabe strony. Na każdą znajdź przynajmniej 3, a najlepiej 4 rozwiązania. Pomyśli, czy to już wszystkie? Dopisz, nawet te, które wydają Ci się teraz śmieszne i na nie również znajdź rozwiązania. I co wtedy zrobisz? Jakie działania podejmiesz? Po szóste: Ustal czas realizacji celu, np. za 6 miesięcy....

czytaj więcej